Grecja

czwartek, 12 czerwca 2014

Tuż przy barze, tuż przy barze w sensie dosłownym, na leżakach zalega chłopak z dziewczyną. Młodzi, na oko wysportowani, już kolejny dzień spędzają, znieruchomiali, na leżakach, wsłuchując się w umc umc dudniące z baru.

Mój osobisty przewodnik po tym świecie cierpliwie tłumaczy, że na tego typu wyjazdach trafiają się osoby, co jak jadą na „all inclusive”, to ani grosza więcej nie wydadzą, skoro „mają zapłacone”. A że leżaki przy basenie i drinki wszelakie w barze są bezpłatne, to korzystają i nic ponadto.

All inclusive” moją bajką nie jest. Ja do tego świata nie pasuję. Owszem – wygodnie tu, owszem – amebek ani tyfusika obawiać się nie trzeba, ale zdecydowanie wolę niepewność i niewygodę podróżowania na własną rękę, z wszystkiego tego konsekwencjami.

Ale są dla kogoś, te wyjazdy. Grecja jest przecież jedną z najpopularniejszych destynacji wakacyjnych Polaków, z których większość wybiera właśnie wyjazdy zorganizowane. Ci, co marzą o wylegiwaniu się na plaży lub chlapaniu w basenie, co nie chcą martwić się żadną, nawet najmniejszą sprawą organizacyjną, z takiego wyjazdu będą zadowoleni. Dochodzi jeszcze sprawa kosztów – nie wiem jak inne kraje przyciągające rzesze turystów AI, jak np. Hiszpania czy Włochy, ale na wyspach greckich koszt pobytu zorganizowanego na własną rękę wyszedłby ok. dwukrotnie wyższy. I to jest poważna sprawa. Do tego bariera językowa – jeśli ktoś nie zna żadnego języka obcego, może po prostu obawiać się, że sobie nie poradzi. A niech zmienią samolot, a niech bagaż się zgubi, a niech jakikolwiek inny problem wystąpi i żadnego Polaka pod ręką – to co wtedy?

Dobiega już powoli końca mój spontaniczny pobyt na greckiej wyspie Zakintos. Trochę inaczej spojrzałam na wyjazdy zorganizowane, jednocześnie utwierdzając się w przekonaniu, że to nie dla mnie. Czas odłożyć komfort na bok i stanąć z powrotem twarzą w twarz z tym, co Nieznane.

10:51, mobile_mon , Grecja
Link Komentarze (5) »
środa, 11 czerwca 2014

Dookoła wyspy w dwa dni, czyli subiektywny przegląd atrakcji Zakintos...

Dzień pierwszy

Tuż przed dziewiątą pod hotel podjeżdża IMO 9834, inaczej znany jako Citroen C3 – nasz wynajęty środek transportu, którym w dwa dni zamierzamy objechać Zakintos, tę niewielką wyspę jońską liczącą niewiele więcej mieszkańców, niż moje rodzinne miasto. Objazd planujemy zacząć od północy, gdzie mieści się chyba największa atrakcja wyspy, tj. Zatoka Wraku, następny dzień poświęcając na bardziej turystyczne południe. Wrzucamy więc rzeczy do bagażnika, odpalamy nawigację i w drogę!

Plaża Ksingia

Gwarne, oblegane przez turystów Alikes mijamy bokiem. Powiadają, że miejscowość to urocza i że plaże tam piękne, ale czy biały piasek, oblewany wodami w kolorze turkusowo-seledynowym, niepiękny być może? Jeszcze tylko zakręt, tak ostry i tak pod górę, że musimy nawracać, by we właściwym kierunku pojechać, i docieramy do plaży Ksingia.

Otulona skałami, Ksingia wydaje się być plażą standardową, plażą, jakich na Zakintos pełno. Ot, podobnie jak w Alikes, piasek biały, woda seledynowa, czasem niepokojąco turkusowa. Ale jest drobna różnica, jest jedna malutka rzecz, jeden malutki szczególik, który Ksingię wyróżnia – otóż niedaleko znajdują się źródła wód siarkowych i w powietrzu unosi się, wpierw delikatnie, potem lekko dezorientujący, zapaszek siarki. Co prawda nie jest to takie stężenie jak w Dallol, ale sprawia, że na plaży tej, mimo jej niezaprzeczalnej urody, za dużo czasu spędzić po prostu się nie da.

A zatem chop do wody (dla cery siarka podobno działa cuda...), z powrotem do IMO i dalej na północ.

[Siarkowa Ksingia]

Agios Nikolaos

Bezbłędnie, nawigacja prowadzi nas do Agios Nikolaos, niewielkiego miasteczka portu, gdzie butelka wody kosztuje 2 euro i skąd odpływają stateczki w kierunku Błękitnych Jaskiń i Zatoki Wraku. Opcje są dwie: albo same jaskinie (8-10 euro), albo jaskinie i zatoka (10 euro). Decydujemy się na tą drugą. (Rejsy do samej Zatoki Wraku odchodzą z Porto Vromi na przeciwległym brzegu wyspy).

Zatoka Wraku

Zatoka Wraku, znana także jako plaża Navagio, to jest to. Ma w sobie wszystko. Piękno. Biały piasek i wody w kolorze najbardziej turkusowego z turkusów. I coś, co sprawia, że miejscem jest wyjątkowym. Otóż w latach 60tych ubiegłego wieku w zatoce tej rozbił się statek przemytników tytoniu. Nie byłoby w tym jednak nic dziwnego, gdyby nie to, że rozbił się w sposób tak precyzyjny, tak wykalkulowany, że wrak utknął na środku plaży, dosłownie, i oto stoi tam, od dziesięcioleci, w biel piasku wetknięty, rozbebeszony, przez rdzę pożerany. Moja z przymrużeniem oka teoria jest taka, że żadnego zatonięcia w ogóle nie było i że to mieszkańcy Agios Nikolaos, we współpracy ze znajomkami z Porto Vromi, wrak ten tam ustawili, by turystów niczym magnes przyciągał i by oni, dzięki nieposkromionej żądzy turystów, by wrak ten zobaczyć i obfotografować, na całym tym interesie zarabiać mogli. Jak było naprawdę? Któż to wie...

[Wrak statku na plaży Navagio]

[Zatoka Wraku widziana z góry]

Błękitne Jaskinie

Wracając, przepływamy jeszcze przez tzw. Błękitne Jaskinie, serię jaskiń i grot wyrzeźbionych na północnym klifie Zakintos. Ale dla mnie, gdybyśmy przez nie nie przepłynęli, nic wielkiego by się nie stało. Zatoka Wraku wygrywa, w przedbiegach.

Ekso Chora

W drodze powrotnej na późny obiad zatrzymujemy się w niewielkiej miejscowości Ekso Chora. Miasteczko to tak niewielkie, że tawerna jest tutaj raptem jedna, uczęszczana głównie przez miejscowych. Po chwili na stół wjeżdża wino, a za nim kalmary i musaka...

[Wino podane na sposób lokalny]


Dzień drugi

Przylądek Keri

Południe Zakintos słynie z plaż w rejonach Laganas i przylądka Vasillikos – te zostawiamy sobie jednak na popołudnie i dzień rozpoczynamy od przylądka Keri.

Tuż za niespiesznie rozpartym na zielonym wzgórzu miasteczkiem Keri, jednym z najbardziej uroczych, przez jakie miałam okazję tutaj przejeżdżać, znajduje się latarnia morska i klif. Grunt pod nogami urywa się nagle, jakby nożem uciął. Tylko biały krzyż postawiony tuż na urwiskiem przypomina, że jeden nieostrożny krok i... lot ostatni. I tak stojąc koło tego krzyża, w bezpiecznej odległości od urwiska, zastanawiam się czy postawiono go dla kogoś, czy ktoś kiedyś, jakiegoś pięknego, słonecznego dnia, tak zauroczył się tym, co widział, że ten jeden, tak nieostrożny, krok zrobił...

[Widoki z przylądka Keri]


Agios Sostis/Laganas

Z Keri, gdzie zatrzymujemy się jeszcze w lokalnej kawiarence, udajemy się naszym IMO w stronę Agios Sostis i Laganas. Rejon ten znany jest z obecności żółwi caretta-caretta, który zakładają swoje gniazda właśnie na tych plażach. Na noc plaże są zamykane, by nie utrudniać i tak już ciężkiego życia żółwiom, ale powiadają, że między właścicielami hoteli i barów a ekologami toczy się zażarta batalia: dla pierwszych otwarte, szeroko dostępne plaże to czysty biznes, ale w opinii drugich taka opcja prowadzi do jeszcze większego zagrożenia dla już zagrożonych żółwi, sprzeciwiają się więc jej, na ile środki i możliwości pozwolą.

Szczęście mamy przeogromne, bowiem żółwia napotykamy jeszcze w porcie. A żółw jest to, jak dla mnie ogromny. To nawet nie żółw, to wielka, prehistoryczna bestia – takie swoim wyglądem robi na mnie wrażenie. Swobodnie baraszkuje w wodzie, wynurzając się raz po raz, by zaczerpnąć świeżego powietrza. Puff!

I gdy tak patrzę na tego żółwia, jak wynurza się, by wziąć kolejny haust, przypomina mi się tamten żółw, w porównaniu z carretą-carettą żółwik raczej, jeśli nie żółwiątko, co na boliwijskich pampas spojrzał na mnie tuż spod tafli wody – dwa błyszczące czarne ślepia i dziobowaty pyszczek, by na powrót zanurzyć się w jej odmętach.

[Żółw caretta-caretta]


Szybko mijamy Laganas, dla mnie ze względu na stopień uturystycznienia odpychające, i kierujemy się w stronę przylądka Vasillikos. Ale jeszcze zanim tam dojedziemy, między Argassi a Kirokastelo natkniemy się na przeuroczą restaurację, gdzie zatrzymamy się na lunch. Sałatka grecka i kalmary z widokiem na ciągnący się kilometrami przylądek, z odgłosami najprawdziwszego pawia w tle, smakować będą wybornie...

[Sałatka grecka]

[Kalmary]


[Widok na przylądek Vasillikos]

Popołudnie to czas na leniwe plażowanie i pluskanie się w morzu w okolicach Gerakas. Może i piasek mniej biały i woda mniej turkusowa niż w Laganas, ale za to ma Gerakas to, czego w Laganas nie uświadczysz. To coś to cisza, spokój. Rzecz tutaj niesłychana.

[W rejonie Gerakas]

14:48, mobile_mon , Grecja
Link Komentarze (2) »
niedziela, 08 czerwca 2014

Boczkiem, boczkiem, w kolejce do odprawy przeciska się pani w średnim wieku z dzieckiem. To ona przoduje, to ona dziecko to, na oko wnuczka, za sobą ciągnie, byle tylko szybciej, byle tylko bardziej do przodu, niezauważenie się przemsknąć, jeszcze tylko krok, jeszcze tylko kroków dwa i wyprzedza nas w wielkiej Kolejce do Odprawy.

Boczkiem. Boczkiem.

A przecież wystarczyło spytać czy puścimy ją przodem, bo jest z małym dzieckiem. Puścilibyśmy.

W rogu, skulony, w ukryciu przed czujnym okiem pracowników obsługi i monitoringu, z przepastnej torby współpasażer wyciąga butelkę w sklepie bezcłowym zakupionej wódki i rozlewa ją, skrzętnie, bo jakżeby inaczej, każda kropla ważna, każda rozweselająca, do na wpół pełnych butelek Coca-Coli.

Jeszcze tylko brawa po wylądowaniu i „Witamy w Polsce!” - myślę sobie, ale wcale tak nie jest, jest wręcz przeciwnie, bo Polskę przecież opuściliśmy, wybierając się spontanicznie na last minute na grecką wyspę Zakintos.

Może i Polskę opuściliśmy, może i fizycznie się z niej wydostaliśmy, ale Polaków dookoła w bród i co niemiara. Nawet pouczenie, by papiery wrzucać do kosza, a nie do toalety, dużymi literami po polsku na samej górze wywalone. Wersje po grecku i angielsku mniejsze, pod spodem, dokładnie w takiej kolejności.

W Ameryce Południowej spotkanie Polaka to było Wydarzenie. Przed duże W. Dawaj go! Łapaj go! I od razu rozmowa, od razu wymiana doświadczeń, przydatnych informacji. Taka byłam stęskniona polskości. Ale na Zakintos, na tej bądź co bądź uroczej greckiej wyspie, jest dokładnie odwrotnie – tutaj trudno ocenić, kto Polakiem nie jest (choć obecność „baked beans”, niekoniecznie „by Tesco”, na talerzu ok 9ej rano sugeruje, że mamy do czynienia z Ekscentrycznym Wyspiarzem).

Wiele rzeczy mnie tutaj dziwi. Na przykład, lub przede wszystkim, zrozumieć nie potrafię dlaczego rano następuje „powszechne ruszenie”, co by tylko ręcznikiem zająć leżak przy basenie, który otwiera się dopiero o 10ej i który wedle R (co doświadczenie w tej materii znacznie większe od mojego ma) jest basenem raczej mikroskopijnym. I by potem, po śniadaniu, leniwie wrócić do „swego” leżaka, leniwie się na nim wyłożyć, w pełnym słońcu, albo w cieniu, jak kto woli, i z czymś mocniejszym, na dobrego dnia początek, w łapce, leniwie do obiadu przeczekać.

A pojąć tego nie mogę, bo przecież tuż obok hotelu, tuż obok w sensie dosłownym, jak to Pilch powiada, „w sensie ścisłym”, zaczyna się prześliczna, białym piaskiem wyłożona plaża. I Morze Jońskie się zaczyna, co falami kojąco szumi. I Kefalonia, co zachęcająco i kusząco swym majestatycznym masywem na horyzoncie się wznosi.

A jednak przegrywają, morze i widoki na Kefalonię, z przyhotelowym basenem w rozmiarze XS.

PS Na jutro i pojutrze wynajęliśmy samochód i będziemy podróżować po wyspie, zajadając lokalne przysmaki. W planach błękitne jaskinie, zatoka wraku i poszukiwania żółwi Karetta...

PS. Żeby nie było - pobyt na Zakintos bardzo mi się podobał. Towarzystwo, jedzenie, plaże, morze... Po prostu nie przepadam z AI i jeśli akurat się na takim wyjeździe znajdę, do włącza mi się specyficzne poczucie humoru, czego przykładem jest ten akurat post.

13:04, mobile_mon , Grecja
Link Komentarze (3) »
czwartek, 05 czerwca 2014

Na urlop z walizką jadę po raz pierwszy. Na dodatek to nie moja, ta walizka, ale pożyczona. Słyszę, że niewielka, i jak ja się w nią zmieszczę, a ja nie tyle nie wiem, jak ja się w nią zmieszczę, ile co w nią zapakuję, bowiem moja lista wyjazdowa zawiera takie fajne rzeczy jak (wybór):

UBRANIE

1)       spodnie przeciwwiatrowe

2)       1/2 pary zwykłych spodni

3)       bluza bezszwowa

4)       polar

5)       kurtka

Czy jeszcze fajniej:

SPRZĘT

1)       czapka, szalik, opaska, rękawiczki, chustka na głowę

2)       czołówka

3)       kije

4)       śpiwór

5)       buty trekkingowe i sandały

6)       ochraniacze

7)       kuchenka + kostki

8)       zapięcie

Czy na greckiej wyspie takie rzeczy się przydadzą?

Zdjęcia i kolejne posty z wyspy Zakintos, już bardziej rzeczowe, wkrótce.

23:14, mobile_mon , Grecja
Link Komentarze (5) »
| < Lipiec 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Ulubione: Blogi podróżnicze