środa, 23 lipca 2014

W drodze do Iranu, postanowiłyśmy wysiąść o kraj wcześniej...

Bo czyż nie jest tak, że jadąc do pracy, autobusem czy tramwajem, albo i rowerem, można wysiąść o przystanek wcześniej, albo i zaparkować przy innej przecznicy niż zazwyczaj, i przejść się, powoli, niespiesznie, zauważając poranek, lub popołudnie, jak komu wypadnie? I jeśli tak jest, to czemu podobnie by nie postąpić w przypadku podróży dłuższej? Z kraju do kraju? Z jednego kontynentu na inny?

Stwierdziłyśmy więc, że owszem, że można, i że nawet nie tyle można, co wypada, że jak już się do Iranu fatygujemy, to wjedźmy do niego z pełnym rozmachem. Wjedźmy do niego drogą lądową.

Jak więc to będzie wyglądało?

Naszym krajem wcześniejszym będzie Turcja. Wylądujemy w Stambule, skąd przejedziemy do Trabzon, gdzie uzyskamy wizę do Iranu (kod autoryzujący załatwimy już wcześniej, przez http://www.iranianvisa.com/). Dzień lub dwa nad Morzem Czarnym i przeprawimy się do Gruzji, która kojarzy mi się głównie z... winem ;) Z Gruzji droga poprowadzi do Armenii (kraju zupełnie dla mnie na ten moment nieznanego...), skąd wjedziemy do właściwego celu naszej podróży, czyli Iranu...

Już pisząc te słowa, „właściwy cel naszej podróży”, łapię się na tym, jak złudne jest to stwierdzenie. Jaki cel? Przecież podróż celu nie ma, choć nie jest też bezcelowa... Co jest więc „celem” podróży? Może tego celu poszukiwanie, a może nie, może wręcz przeciwnie, odłożenie go na bok, zapomnienie o nim, może to jest nie-skupienie uwagi, ale odwrotnie - jej rozproszenie. Może to jest chłonięcie, może podróż to smaki i zapachy, dźwięki, doznania. A może i zadziwienie.

A może to wszystko naraz?

Ze spraw praktycznych: do Gruzji i Armenii Polaków nie obowiązuje ruch wizowy (choć pieczątki mam nadzieję będą!), wiz zatem będziemy potrzebowały dwie: do Turcji i Iranu. I mam nadzieję, że uzyskamy je bezproblemowo. Co więcej, mimo że Turcja graniczy z Armenią, bezpośrednio wjechać do niej nie możemy, bo granica pozostaje zamknięta, podobnie jak granica Armenii z Azerbejdżanem.

W taki oto sposób, przez międzynarodowe napięcia i niesnaski, zapoznamy się z Gruzją.

21:16, mobile_mon , Iran
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 20 lipca 2014

Rejon Chachapoyas na północy Peru okazał się miejscem tak czarownym, że zostałam dłużej, niż planowałam...

Północne Peru...

Przeprawa na południe zajęła mi dwa dni, a tam czekały na mnie takie cudowności jak Ollantaytambo, Kanion Colca, jezioro Titikaka, Cuzco czy Machu Picchu...

Południowe Peru...

11:20, mobile_mon , Peru
Link Komentarze (2) »

Na początku bałam się strasznie i zadawałam niemądre pytania... A ostatecznie wyjazd okazał się jednym z najfajniejszych w ogóle.

Najpierw trzy tygodnie w mglistym lesie, później wulkany, w tym wejście na wymarzone Cotopaxi, powiadają, że najwyższy czynny wulkan na świecie ;) i podróż na samo południe kraju, skąd przez Zumba la Balsa przeprawiłam się do Peru...

W mglistym lesie Ekwadoru...

Pasochoa, Iliniza Norte, Cotopaxi...

Ekwador...

11:13, mobile_mon , Ekwador
Link Dodaj komentarz »

Tak jak postanowiłyśmy, tak zrobiłyśmy. Plan wyjazdu przygotowała Ania, dołączył do nas Mariusz i w czwórkę wyruszyliśmy do Indii...

Już sama jazda zdezelowaną taksówką z indyjską muzyką na ful wprowadziła nas w odpowiedni klimat, a jazdą rowerową rikszą zatłoczonymi ulicami powodowała salwy nieopanowanego śmiechu...

Chociaż gdy nie spisaliśmy dokładnych danych hotelu i nie mogliśmy do niego trafić, przestało się robić zabawnie. Na miejsce podprowadził nas... tybetański mnich, bo to w tej dzielnicy się zatrzymaliśmy ;)

Z perspektywy czasu wspomnienia z Indii, kraju, do którego już nie pojadę, przyćmiło palenie ciał nad Gangesem w Varanasi... Tak mocne to było doświadczenie.

Bo Taj Mahal to inna kategoria, estetyczne piękno i równowaga...

Z Indii przeprawiliśmy się granicą lądową do Nepalu i cóż za ulga! W porównaniu ze swoim południowym sąsiadem, jawił się Nepal jako kraina uporządkowania i czystości.

Dojechaliśmy do Pokhary, gdzie spotkaliśmy się z Markiem, a następnego dnia wyruszyliśmy w trekking do bazy pod Annapurną...

Indie...

Nepal...

Po przejściu wzdłuż wybrzeża Bałtyku w 2008 r. nadszedł czas na pierwszą wspólną mini-wyprawę: wraz z Basią, Anią i Agą obeszłyśmy wyspę Bornholm.

Podobno trafiłyśmy na wyjątkowo... deszczową pogodę ;) Faktycznie, czasem aż zacinało, co można zobaczyć na zdjęciach:

Dookoła wyspy Bornholm...

I to tam, na wyspie Bornholm, pamiętam to jak dziś, idąc zalesioną ścieżką rozmawiałyśmy, że może by tak wyjechać poza Europę. Ania zaproponowała Indie. A że sprzeciwów nie było, to celem następnej podróży stała się Azja, a dokładniej mówiąc Indie i Nepal.

10:39, mobile_mon , Bornholm
Link Komentarze (4) »
| < Październik 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
Ulubione: Blogi podróżnicze