piątek, 23 stycznia 2015

Goma... której nie ominiemy, nie ma jak... Położona u podnóża wulkanu Nyiragongo stolica Północnego Kivu jest świadkiem brutalnych starć między demonstrantami a siłami rządowymi.

Będziemy jeszcze próbowali skontaktować się z parkiem. Ale czy nam się uda? Twitter podaje, że telefony już nie działają, a sam Twitter dostępny tylko w niektórych sieciach...

Mogę obiecać tylko jedno - priorytetem będzie nasze bezpieczeństwo...

Twitter news from Goma...

[Starcia na ulicach Gomy...]

11:36, mobile_mon
Link Komentarze (3) »
środa, 21 stycznia 2015

Czy słyszałam, że w Kinszasie są rozruchy? Nie, przyznaję. Przyznaję, że nie słyszałam, akurat tego dnia BBC rano nie włączyłam, a nawet gdybym włączyła, to i tak bym się nie dowiedziała, bo przedwyborcze rozruchy w Demokratycznej Republice Konga to żaden "news".

Nawet paskowy.

Co się więc takiego dzieje? Z tego, co rozumiem, w przyszłym roku mają odbyć się wybory prezydenckie i Joseph Kabila, urzędujący prezydent, któremu kończy się ostatnia kadencja (zgodnie z konstytucją może takich sprawować dwie), zarządził, iż przed wyborami w kraju ma zostać przeprowadzony spis ludności, co zgodnie z szacunkami może zabrać nawet i kilka lat. Czyli – prezydentowi tak bardzo spodobał się stołek, że nie kwapi się, by z niego zejść.

Taki jest przynajmniej ogólny pogląd.

Po ogłoszeniu planów przeprowadzenia spisu w stolicy kraju, Kinszasie, wybuchają protesty. Ulice zablokowane, transport publiczny zawieszony, opony płoną jasno. Ofiar: oficjalnie kilka, mniej oficjalnie – kilkanaście. Ot, siły rządowe potraktowały protestujących amunicją autentyczną.

Jednak Kinszasa od miejsca, gdzie my się wybieramy, jest odległa. To tysiące, tysiące kilometrów, suchą stopą nie do pokonania. Może choć w Gomie jest spokojnie? Niestety, w stolicy zapłonęło tak bardzo, że żar czuć aż w prowincjach wschodnich. Cóż więc robić? Normalnie chwyciłabym za telefon, bo sprawa to pilna, bo to sprawa nagląca, no ale dzwonić przecież nie będziemy. Gdzie Polska, a gdzie Kongo? No dodatek "mon français n'est pas bon"... Piszę więc maila z pytaniem, jak wygląda sytuacja na miejscu, z prośbą o możliwie prędką odpowiedź. I odpowiedź przychodzi wyjątkowo prędko (baa, mam nawet wrażenie, że jak nic maile na łączach się ze sobą minęły). Powodów do obaw nie ma, "tourists were crossing the town this morning" a demonstracja owszem, ma miejsce, tyle że przed siedzibą mera.

Dokładnie tam, gdzie jest nasz hotel...

Cóż, na razie jedziemy, będziemy sprawdzać sytuację na miejscu. A ponieważ nie udało nam się ustalić czy na granicy będzie możliwość złapania jakiegoś transportu, to zamówiliśmy transport parkowy – o umówionej godzinie będą na nas czekać pod Grande Barriere i najwyżej zatrzymamy się gdzie indziej.

Bo ostatnia rzecz, jaką chcemy, to trójka mzungu niepotrzebnie przyciągająca uwagę...

[Widok z satelity, Rwanda po prawej, Kongo po lewej]


13:26, mobile_mon , DRK
Link Komentarze (2) »
niedziela, 18 stycznia 2015

Już za tydzień w Kigali będziemy, tak szybko ten czas leci. Ale Kigali to dopiero naszej podróży po Rwandzie i Kongu początek. Cóż więc będziemy tam porabiać? Oto nasz ogólny plan...

Wylądujemy w Kigali, gdzie spędzimy półtora dnia, odwiedzając m.in. Muzeum Ofiar Ludobójstwa. Z Kigali udamy się do Konga, przekraczając granicę w Gisenyi/Goma. Mamy nadzieję, że nasze papiery będą w porządku i przeprawa graniczna pójdzie jak po maśle ;) W Gomie zatrzymamy się w... Wersalu! Tak, nasze lokum tak się nazywa, Hotel de Versailles – zarezerwowany dzięki pomocy ludzi z Parku Narodowego. Następny dzień to spotkanie z gorylami górskimi... i na pewno będzie to doświadczenie niezapomniane! W Goma spędzimy jednak jeszcze jeden dzień, kiedy to dzięki pomocy księdza sprezentujemy przybory szkolne dzieciakom z lokalnego sierocińca. Stolice Północnego Kivu opuścimy promem przez jezioro Kivu do Bukavu, skąd wrócimy na teren Rwandy.

Na powrót Rwanda powita nas Parkiem Narodowym Nyungwe, gdzie być może wybierzemy się na spacer w koronach drzew! Z Nyungwe udamy się do Gikongoro i miejsca upamiętniającego ofiary ludobójstwa w Murambi. Następnie odwiedzimy Butare i Gitarama, gdzie dzięki Azizi Life weźmiemy udział w warsztatach budownictwa w stylu lokalnym! Bogatsi o wiedzę lepienia cegieł wrócimy nad jezioro Kivu, do Kibuye, skąd być może udamy się do Bisesero, gdzie Tutsi dzielnie stawiali opór w 1994 r. A na koniec – hipcie, zebry i być może także słonie i żyrafy w Parku Narodowym Akagera!

Takie oto są nasze plany ;)

PS. Cieszę się niezmiernie, że blog posłużył także jako źródło informacji o Etiopii i ekipie wyruszającej tam w marcu życzę bezpiecznej podróży i wielu niezapomnianych wrażeń!

19:17, mobile_mon , Rwanda
Link Dodaj komentarz »
sobota, 10 stycznia 2015

Wizy do Konga zostały przyznane w ciągu... dwóch dni od złożenia wniosku! Moja wygląda tak:

Polecam też filmik o przemieszczaniu się w Kongu drogą lądową...

13:32, mobile_mon , DRK
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 08 stycznia 2015

Jesteśmy jedną nogą w KONGU! - stwierdza AgaWu i faktycznie, jest dokładnie tak, nie inaczej. W Kongu jesteśmy dokładnie nogą jedną.

Ubieganie się o wizę turystyczną do Demokratycznej Republiki Konga to nie jest takie hop siup, wystarczy spojrzeń na wymagania umieszczone na stronie ambasady DRK w Berlinie: Papierki do Konga... Ostatni wyciąg z konta bankowego? List polecający od pracodawcy lub szkoły? A co jeśli ktoś pracuje na własny rachunek i aktualnie do żadnej szkoły nie uczęszcza?

Choć szczerze powiem, że jak teraz na te wymagania patrzę (a kiedyś, zupełnie przypadkowo, bez żadnego z obecną wyprawą związku, sobie na nie spojrzałam), to owszem, wydają się z lekka wyolbrzymione – w końcu jeśli już ktoś do Konga na wakacje jedzie, to raczej fundusze na powrót będzie mieć (re wyciąg z konta) – ale całkowicie możliwe do spełnienia. Na upartego i list od pracodawcy by się znalazł...

Chociaż, jak czytam na ichniej stronie, nawet jak już człowiek taką wizę, w pocie czoła wypracowaną, w paszporcie wbitą mieć będzie, to wakacje w tropikach wcale oczywiste nie są bo „visa in your passport does not guarantee entry”. Hmmm...

Ale chociaż to o wizę do Konga się ubiegamy, aż tylu formalności spełniać nie musimy, ubiegamy się bowiem o pewien specjalny rodzaj wizy, która obowiązywać będzie tylko na terenie Parku Narodowego Virunga oraz w miejscowościach Goma i Bukavu. No i na jeziorze Kivu, gdyby ktoś nasze papiery chciał koniecznie sprawdzać.

Jak się o taką wizę ubiegać?

Otóż najpierw umawiamy się z parkiem na przygodę (czyli spotkanie z gorylami), po czym dostajemy specjalny numerek, który następnie wraz z innymi danymi wklepujemy w stosowny formularz i... gotowe!

Albo tak nam się przynajmniej wydaje, bo oprócz telefonów z banków czy aby na pewno wykonywaliśmy transakcje z Kongiem ;) dostajemy od Virungi maila z prośbą o podanie tego właśnie numerka, co by na pewno Kinshasa dostała nasze papiery i co byśmy na pewno wizy dostali. Czas oczekiwania: do dwóch tygodni. A gdyby czasem żadna wiza na maila nie przyszła, to nie ma się co martwić, bo „your visa can be considered approved unless we say otherwise”. A może w ogóle nie jest potrzebna? W końcu jeśli z wizą w paszporcie można nie wjechać, to może bez wizy wjechać akurat można?

Tak to jest właśnie być jedną nogą w Kongu... ;)

[Chociaż jedną wizę już mamy...]


17:33, mobile_mon , DRK
Link Komentarze (4) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 25
| < Grudzień 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            
Ulubione: Blogi podróżnicze