Blog > Komentarze do wpisu

Totalny rozpierdolnik...

Totalny rozpierdolnik” - stwierdza AgaWu, gdy zbliżamy się do granicy kongijsko-rwandyjskiej w Bukavu.

Faktycznie, droga staje się coraz bardziej dziurawa i nawet nie o to chodzi, że jest ich więcej, tych dziur, tylko że stają się one jakieś głębsze, bardziej rozległe, zamaszystego objeżdżania wymagające.

Taksówka podwozi nas pod samą granicę. A granica to szlaban i niewielkie budki – do jednej z nich stoi długaśna kolejka Kongijczyków i Rwandyjczyków, jeden za drugim, prawie że do siebie przyklejeni, czekają na odprawę. Coś ciekawego jest w tej kolejce, jakieś inne nią rządzą zasady – bowiem gdy stojąc w kolejce po pieczątkę Rwandy zostawimy garść przestrzeni osobistej, zaraz ktoś się przed nas wciśnie, jak gdyby nigdy nic, i trzeba prostować sprawy, że my też w kolejce, że my też czekamy, tylko na sposób inny, bardziej europejski.

Ale zanim do uporządkowanej Rwandy się dostaniemy, musimy wydostać się z Kongo. Nie bardzo wiemy czy ta jedyna długaśna kolejka jest dla wszystkich, czy tylko dla lokalnych – jesteśmy przecież na granicy jedynymi mzungu, ale nawet nie mamy czasu, by dłużej sytuację poobserwować i się nad tym zastanowić, bowiem zaraz ktoś nas zauważa, wskazuje drogę i podpowiada co robić. Wieści dobre – zamiast do kolejki, mamy stawić się do biura. Wypełniamy więc stosowne karteczki i wchodzimy.

W biurze praca wre, wszelkie dane zapisywane są ręcznie, komputera brak, i jak tak się nad tym zadumam, to pojęcia nie mam, jak oni się w tym wszystkim odnajdują, jak wiedzą, ile osób danego dnia granicę przekroczyło, z jakiego kraju, na jakiej wizie.

Z drugiej strony wyłączenia prądu są tak częste, temperatury tak wysokie a deszcze momentami tak rzęsiste, że komputer i tak by chyba nie wytrzymał.

Trochę się stresuję bo, jak się okazuje, w Gomie wpisali mi złą datę do paszportu, tj. 27/12/2015, zamiast 27/1/2015. Mimo że w Kongu mi się podobało, nie bardzo chciałabym tu zostać. Idę więc na pierwszy ogień, uśmiech przepisowy przepisowy numer jeden, „bon jour”, „ca va?”, biorą mój paszport, wczytują się w wizę no i bach – nie zgadza im się data. Proszą o papier poświadczający przyznanie wizy, przedstawiam, i znowu się wczytują, znowu porównują, ktoś gdzieś wychodzi, z moim paszportem, i co teraz – myślę sobie, zastanawiając się nad metodologią wręczenia łapówki, gdy nagle ten ktoś wraca i... przybija pieczątkę na do widzenia. Uff – dłuższy pobyt w Kongu nie tym razem.

Przejście z Konga do Rwandy to trochę jak przejście z Indii do Nepalu. Ze świata nieładu, dezorganizacji i braku harmonii wkracza się w świat ładu, porządku i równowagi. Dziury w drogach ustępują miejsca gładkiemu asfaltowi, śmieci znikają, odsłaniając piękno krajobrazu, a poczucie niepewności, momentami nawet lekkiego zagrożenia, kompletnie się ulatnia.

[Wypływamy z portu w Gomie...]

[Na jeziorze Kivu...]

[Wpływamy do portu w Bukavu...]

Tuż po powrocie do Rwandy odwiedzamy jeszcze las deszczowy Nyungwe – to marzenie Piotra na ten wyjazd. Poniżej kilka zdjęć i filmików :)

[W lesie deszczowym...]

[W lesie deszczowym...]

[Pozdrawiamy z lasu deszczowego...]


[Plantacje herbaty...]

[Po zakupach...]

[Piotr, małpy i banany...]



[W lesie deszczowym...]

niedziela, 01 lutego 2015, mobile_mon

Polecane wpisy

  • Pierwsze wrażenia...

    Pierwsze wrażenia? Niesamowite.. Wysiadamy z dziesięciogodzinnym opóźnieniem – przez mgłę nad Kigali nie mogliśmy wylądować i polecieliśmy do Ugandy. Za t

  • Mieliśmy o tej porze kimać w śpiworach...

    Mieliśmy o tej porze kimać w śpiworach na podłodze lotniska w Kigali, zamiast tego, wygodnie wyłożeni na kanapach, popijamy Guinnessa w Ugandzie, a dokładnie na

  • Już za tydzień w Kigali będziemy...

    Już za tydzień w Kigali będziemy, tak szybko ten czas leci. Ale Kigali to dopiero naszej podróży po Rwandzie i Kongu początek. Cóż więc będziemy tam porabiać? O

Komentarze
2015/02/01 13:37:46
I mi na chwilę serducho stanęło jak przeczytałam o tym paszporcie! Jak to trzeba uważać! Mówisz, że ta granica tak diametralnie wszystko zmienia? - niesamowite. Korzystajcie zatem z tego wszystkiego ile się da! A Piotr tak bez okrycia głowy w tym gąszczu? Roślinność powalająca! Marzę o wyjeździe za każdym razem jak czytam Twoje posty!
-
Gość: AniaP, *.hsd1.ga.comcast.net
2015/02/02 00:19:35
Z tym ściskiem w kolejce to tak jak z samochodami czekającymi na zielone światło w US. Jak zostawisz większy odstęp, żeby nie blokować wjazdu na drogę poprzeczną, to zaraz ktoś się tam wciśnie... Widać ludzie wszędzie tacy sami niezależnie od kultury :-P
A co do zderzenia rozgardiaszu z ładem, to dokładnie takie same wrażenia jak Ty teraz mam z granicy indyjskiej, tyle że z Bhutanem (w Tybecie nie byłam) ;-)
Fajnie się czyta Twoje relacje.
Muchos besos!
Ulubione: Blogi podróżnicze