Blog > Komentarze do wpisu

Mordercy przyszli o trzeciej nad ranem...

Mordercy przyszli o trzeciej nad ranem. Zaopatrzeni w broń, granaty, maczety, motyki i kije, stawili się karnie u bram szkoły technicznej, by wymordować ok. 50 tys. chroniących się w niej osób.

To tak jakby w ciągu kilku godzin wymordowano wszystkich mieszkańców Dzierżoniowa, dorzucając do tego osoby mieszkające np. w Uciechowie. W ciągu godzin kilka, bo tyle właśnie trwała masakra w Murambi.

Murambi to niewielka miejscowość położona jakieś dwa kilometry na północ od Nyamagabe, dawnego Gikongoro. I to położona malowniczo – oto na okolicznych wzgórzach leniwie pobłyskują blaszane dany ginących w bananowcach domostw, między którymi, niczym węże, wiją się ceglane ścieżki. Na początku kwietnia 1994 r., tuż po tym, jak strącono prezydencki samolot i rozpoczęło się ludobójstwo, Tutsi z regionu ściągnęli do wznoszącej się na niewielkim wzgórzu szkoły technicznej. Jak początkowo ich zapewniano – dla własnego bezpieczeństwa, jednak wkrótce okazało się, że zamiary były o wiele bardziej, o wiele niewyobrażalnie bardziej złowieszcze. Odcięto im wodę, pozbawiono jedzenia, osłabiono. Gdy interhamwe przypuścili pierwszy atak, zostali odparci. Jednak kilka dni później, wsparci przez wojsko, wrócili.

Wrócili dokładnie o trzeciej nad ranem.

Tego dnia w centrum pamięci ofiar ludobójstwa wielu odwiedzających nie ma. Tak naprawdę to przed południem jesteśmy tylko my, wybudzając strażnika i przewodnika z letargu, w który już, w tym palącym rwandyjskim słońcu, zdawali się popadać. Najpierw zwiedzamy część muzealną, przybliżającą wydarzenia prowadzące do kataklizmu z 1994 r., po czym za przewodnikiem kierujemy się do budynków, które kiedyś służyły za sale sypialne uczniów, ale które od prawie dwudziestu lat służą za tymczasowe miejsce spoczynku dla ciał 1,800 pomordowanych.

Ciał w sensie dosłownym. Bowiem gdy rok po mordzie w Murambi rozpoczęto ekshumacje, okazało się, że w wyniku temperatur część ciał została zmumifikowana. Posypano je więc wapniem i na drewnianych stołach wyłożono w dawnych salach sypialnych.

I leżą tam tak od lat prawie dwudziestu. Kobiety, mężczyźni, dzieci, co tamtego feralnego dnia, a był to dzień kwietniowy, znaleźli się w tamtym feralnym miejscu, w szkole technicznej w Murambi, miejscowości skądinąd prześlicznej, i leżą tak, jak ich zamordowano, w przerażeniu, w krzyku, leżą tak ze strachem w oczach, których już nie ma, leżą tak powykręcani, niektórzy ze wzniesionymi rękoma, na wieczność już chroniąc się przed ciosem spadającej maczety, inni z rozwalonymi czaszkami, uciętymi kończynami, albo na pół prawie, rozwaleni, rozczłonkowani.

Leżą tak, w odosobnieniu. Leżą tak w ciszy. Leżą tak w światłem trąconej ciemności. I tylko czasem drzwi do ich grobu otworzą – stanie przy nich przybysz z innego świata. I zaduma się.

Albo i zapłacze.

Mimo że minęło lat ponad dwadzieścia i mimo że Rwanda weszła na nową ścieżkę, rozliczając się ze swoją przeszłością, cień ludobójstwa wciąż niewyraźnie unosi się w powietrzu. Bywa, że wspomni się o tym w rozmowie, jak wczoraj w wiosce niedaleko Muhangi, gdy jedna z kobiet napomknie, że po ludobójstwie brakowało żywności i po jedzenie stało się w długich kolejkach. Jest teraz po czterdziestce, czyli wtedy miała niewiele ponad dwadzieścia lat. Gdzie wtedy była? Co widziała? Kim był jej mąż?

Albo ta kobieta z kolejki na przejściu granicznym, co otwarcie podśmiewała się z naszej nieznajomości konwenansów. Wysoka Tutsi, wyższa nawet ode mnie, w młodości musiała być uderzającą pięknością. Jaka jest jej historia?

Tak, w Rwandzie myśli o ludobójstwie właściwie mnie nie opuszczają. Zastanawiam się, jak w tak przepięknym kraju, wśród tak przesympatycznych ludzi, dojść mogło do czegoś tak nieludzkiego.

[Wejście do szkoły technicznej w Murambi...]

Wejście do Murambi Genocide Memorial Centre

[Sale sypialne w Murambi służące za miejsce tymczasowego pochówku dla ciał 1,800 zamordowanych...]

Sale sypialne w Murambi

piątek, 06 lutego 2015, mobile_mon

Polecane wpisy

  • Pierwsze wrażenia...

    Pierwsze wrażenia? Niesamowite.. Wysiadamy z dziesięciogodzinnym opóźnieniem – przez mgłę nad Kigali nie mogliśmy wylądować i polecieliśmy do Ugandy. Za t

  • Mieliśmy o tej porze kimać w śpiworach...

    Mieliśmy o tej porze kimać w śpiworach na podłodze lotniska w Kigali, zamiast tego, wygodnie wyłożeni na kanapach, popijamy Guinnessa w Ugandzie, a dokładnie na

  • Już za tydzień w Kigali będziemy...

    Już za tydzień w Kigali będziemy, tak szybko ten czas leci. Ale Kigali to dopiero naszej podróży po Rwandzie i Kongu początek. Cóż więc będziemy tam porabiać? O

Komentarze
2015/02/06 09:40:07
Czasem może lepiej nie znać tych historii... Jeśli wtedy miały ok. 20 lat, to po przeczytaniu "Dzisiaj narysujemy śmierć", dochodzę do wniosku, że chyba nie chciałabym wiedzieć... nie umiałam nawet przeczytać tej książki do końca...
Dobrze jest jednak pamiętać o takich miejscach, odwiedzać i pamiętać...
-
Gość: mobile_mon, 41.216.96.*
2015/02/06 10:13:19
Nooo, tych historii by człowiek chyba nie wytrzymał :(
Z miejsc pamięci odwiedzimy jeszcze Nyamatę, tam też się straszne rzeczy działy...
-
Gość: AniaP, *.hsd1.ga.comcast.net
2015/02/06 14:23:03
Ech, ja to w ogóle takich miejsc nie lubię i nie lubię nawet słuchać o takich wydarzeniach. Potem bardzo długo je "trawię" i mocno przeżywam. "Homo homini lupus est" i tak się zastanawiam, skąd w ludziach tyle pragnienia, żeby zrobić drugiemu krzywdę... Mam nadzieję, że nasze dzieci nigdy nie będą musiały być świadkami (ani tym bardziej ofiarami) takich rzeczy...
-
2015/02/20 11:41:20
Ciarki przeszły mi po plecach czytając Twoja relacje. My również odwiedzamy takie miejsca pamięci gdziekolwiek się znajdziemy, bo choć ponure, to maja one dużo do powiedzenia o historii danego miejsca, a ludzie którzy padli ofiara takich tragedii nigdy nie powinni popaść w zapomnienie.
-
2015/02/20 12:22:59
Kupiłam jakiś czas temu książkę "We Wish to Inform You That Tomorrow We Will Be Killed with Our Families" i Twój wpis zainspirował mnie do tego, żeby wkrótce ją przeczytać. Często się zastanawiam, co takiego jest w nas, ludziach, że potrafimy dopuścić się takich okrucieństw. Przykładów takich jak Rwanda jest w końcu mnóstwo... Chciałabym jednak kiedyś poznać Rwandę nie tylko ze strony tej okrutnej, o której się dużo mówi, ale takiej codziennej. Mam nadzieję, że mi się uda wybrać w tamte regiony kiedyś na dłużej.
-
2015/02/20 12:57:59
Odwiedzanie takich miejsc uczy świata. Nie wszędzie i nie zawsze było różowo, a jak ludzie nie będą uczyć się na błędach, to takie sytuacje będą się powtarzały. Cieszę się, że trafiłam na Twój wpis, bo sama jadę do Rwandy za nieco ponad miesiąc i choć bardzo nie chcę postrzegać tego kraju jako ten, w którym w niecałe 3 miesiące wymordowano milion ludzi, to wydaje mi się, że niemożliwe jest odwiedzenie go bez tego tragicznego akcentu.
-
2015/02/20 13:14:10
o takich historiach trzeba pamiętać, pisać, wspominać - żeby nie popełniać tych samych błędów, kosztujących ludzkie życia i oblewając przeszłość krwią.
-
2015/02/24 07:44:38
Odwiedzanie takich miejsc niekoniecznie uczy świata, jak to ktoś tutaj wcześniej napisał. Pokazuje to raczej nasze ludzkie możliwości i to do czego jesteśmy niestety zdolni jako gatunek. Strasznie to smutne, ale to prawda. Potrafimy być okropni...

Tekst pięknie napisany, z wielkim wyczuciem i szacunkiem. Bardzo subtelnie. Pozdrawiam!
Ulubione: Blogi podróżnicze