Blog > Komentarze do wpisu

Do Sudanu prawdopodobnie nie pojadę...

Do Sudanu prawdopodobnie nie pojadę. Nie mówię, że nigdy – po prostu najprawdopodobniej nie teraz, nie w roku przyszłym, choć być może w następnym. A może „nie mówię, że nigdy” mówić nie powinnam, bo właśnie w tym akurat przypadku to „nigdy” się nie wydarzy i granicy z Sudanem nie przekroczę?

Zamysł był taki, by do Sudanu wjechać od północy. By podróż zacząć od Egiptu, gdzie wszelakie mądre źródła powiadają, że to właśnie w ambasadzie Sudanu w Kairze najłatwiej, najszybciej i najmniej bezboleśnie wizę do tego kraju uzyskać można, by przed wyjazdem na południe rzucić jeszcze okiem na piramidy i wiecznie zamyślonego Sfinksa, a następnie wyruszyć do Aswanu, skąd raz w tygodniu kursuje prom do Wadi Halfy. Jak dotąd – wszystko gra. Logistyka do załatwienia. Obietnica przygody jest. Tylko co potem? Jaka część Sudanu pozostaje dostępna? Gdzie udać się można, a gdzie już nie?

I to jest sprawa kluczowa. Kraj olbrzymi, ale z przyczyn politycznych część dostępna niewielka. Połacie zachodnie to Darfur, z wyjątkiem organizacji humanitarnych rejon „off-limits”, a ze względu na wciąż pogarszający się kryzys w Sudanie Południowym wjazd w rejony południowe jego północnego sąsiada, z którym stosunki pozostają wciąż napięte, na nierozsądek, oględnie mówiąc, zakrawa. Wschód, rejony Portu Sudan nad Morzem Czerwonym, pozostają dostępne (choć jeśli się podróżuje drogą lądową trzeba tylko uzyskać pozwolenie), ale dalej, zgodnie z pierwotnym pomysłem (przejazd drogą lądowo-morską w kierunku Iranu), możliwości podróżowania brak ze względu na... wymogi wizowe do Arabii Saudyjskiej (jako kobieta przed 40tką podróżująca bez męża/brata o wizie mogę co najwyżej pomarzyć).

Jest więc w Sudanie miejsc dostępnych niewiele. Owszem, piramidy Meroe tak, ale Góry Nubijskie już nie. Właściwie to można, palcem na mapie, z łatwością wskazać, co tak, a co nie, gdzie można, a gdzie nie można, gdzie wjechać jest bezpiecznie, a gdzie wjazd niebezpieczeństwem grozi. I gdy tak patrzę, gdy tak rozważam i rozmyślam, gdy tak Sudanem w myślach się bawię i gdy relacje, coraz bardziej niepojące, coraz bardziej przerażające, z Sudanu Południowego czytam, to wydaje mi się, każdego dnia coraz bardziej, że jeszcze nie, że to nie tym najbliższym razem w Sudanie się stawię.

I jest to w porządku. Jako jedyna destynacja – być może Sudan nie. Ale jako jeden kraj z wielu, jako tylko chwilowy, powiedzmy nawet i dwutygodniowy przystanek na wielkiej Trasie Północ-Południe – być może tak.

I to dzięki temu „tak” ta przygoda, która być może się wydarzy, a być może już się nie wydarzy, trwa. Odsuwa się Sudan, powoli, nieśpiesznie, na plan dalszy. Odsuwa się, ustępując miejsca nikomu innemu, jak Iranowi.

sobota, 24 maja 2014, mobile_mon

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: Aga, 81.26.23.*
2014/05/27 11:35:03
"Turyści nie wiedzą gdzie byli, podróżnicy nie wiedzą [kiedy?] i gdzie będą" :)
-
2014/05/27 11:36:18
hmm, pięknie powiedziane :)
-
Gość: K., *.icpnet.pl
2014/05/28 16:24:49
Mnie taka bardziej przyziemna sprawa poruszyła... Kobieta przed 40tką?? Ja jeszcze obstaje przy 30 plus :))
-
2014/05/28 20:43:41
no ba, też jestem za "early thirties" ;) 40tka to ograniczenie wiekowe według Bradta, według LP "men and women are only allowed to travel together (and granted a visa to do so) if they are (a) married (with an official marriage licence) or (b) form part of a group", więc i tak do SA byśmy nie wjechały ;) no chyba że ;)
Ulubione: Blogi podróżnicze