Blog > Komentarze do wpisu

- To ja się dziwię, że się tam Pani wybiera!

- To ja się dziwię, że się tam Pani wybiera!

Jeszcze zanim padną te słowa, i za nim w ogóle wiadomo będzie czy się tam, i czy dokładnie tam, a może lekko gdzie indziej, a być może i tu i tam, wybieram, wymienimy mailowo z Agą zdania, gdzie następnym razem będziemy chciały się wybrać, a raczej się w tym wyborze utwierdzimy. Bo wybór jest. Fantastycznie fascynujący: Sudan & Iran.

Z Sudanem to już jest tak, o czym na łamach tego niewielkiego i niedoskonałego bloga wspominałam nie raz i nie dwa, że po prostu mnie przyciąga. Dlaczego? Odpowiedzieć nie umiem. I jeśli nawet pytanie to zadawać sobie będę dni kilka, by nie rzec, kilkanaście z rzędu, bądź też pytanie to będzie mi, uporczywie i nieustępliwie, zadawane, to nadal odpowiedzi innej niż „bo mi się nazwa Chartum tak strasznie podoba, że chcę na własne oczy zobaczyć, jak to miasto wygląda” nie znajdę. Ot, taka przypadłość.

Rzec więc można, że takie przypadłości jak moja z Sudanem są przypadłościami beznadziejnymi. Czy Aga ma podobnie w Iranem? - z chęcią się dowiem, być może z komentarzy do tego posta ;)

No ale jak to teraz połączyć? Jak podróżować po Sudanie i Iranie za jednym zamachem, gdy kraje na te osobnych kontynentach położone, sąsiadujących, ale zawsze?

Kierunek, w jakim odpowiedzi szukać, wskaże nam Peter. W hotelu Seven Olives (który a i owszem, jest jednym z niewielu miejsc w Lalibeli, Mieście Pcheł, oferującym WiFi, ale który podejrzewam o sprezentowanie nam „amebek”), utniemy sobie pogawędkę ze Szwajcarem, który do Etiopii dotarł przez Egipt i Sudan („You must go! Lovely people!”), i który, gdy wspominamy o dalszych planach podróżniczych, doradza, by z Sudanu do Iranu ruszyć najpierw promem przez Morze Czerwone, a potem przez... Arabię Saudyjską, która rzekomo wydaje tranzytowe wizy na dwa tygodnie bez żadnych problemów.

To jest pomysł, to jest nawet całkiem fajny pomysł. Czy dojdzie do jego realizacji? Zobaczymy. Od wielu czynników, nie tylko finansowych, to zależy. Najpierw rozmowy. Najpierw research: ja – Sudan, Aga – Iran. Aby więc z tym researchem ruszyć, udaję się do Ulubionego Sklepu z Mapami koło kina Apollo i pytam czy mają może przewodnik po Sudanie w wersji anglojęzycznej. Owszem mają, ale Bradta – okazuje się bowiem, że wydawnictwo Lonely Planet przewodnika poświęconego Sudanowi w ogóle nie wydało. I gdy wyrażam swoje zdumienie, jak Lonely Planet takie zaniedbanie popełnić mogło, Przemiły Pan Sprzedawca swojemu z kolei zdumieniu ujście daje wykrzykując: „To ja się dziwię, że się tam Pani wybiera!”

I tak sobie myślę, tak się w głębi ducha zastanawiam, że może ma rację, ten Przemiły Pan Sprzedawca, że może faktycznie Sudan/Iran dziwną wakacyjną destynacją się wydają. A Wy, co sądzicie?

[Najnowszy nabytek – przewodnik po Sudanie wydawnictwa Bradt]



niedziela, 30 marca 2014, mobile_mon

Polecane wpisy

  • Nowe zakładki...

    Nowe zakładki, które ostatnio się pojawiły, to Tajlandia i Kambodża, gdzie spędziłam trzy tygodnie w kwietniu i maju... Wpisów być może nie będzie, ale zdjęcia

  • W drodze do Iranu, postanowiłyśmy wysiąść o kraj wcześniej...

    W drodze do Iranu, postanowiłyśmy wysiąść o kraj wcześniej... Bo czyż nie jest tak, że jadąc do pracy, autobusem czy tramwajem, albo i rowerem, można wysiąść o

  • Do Sudanu prawdopodobnie nie pojadę...

    Do Sudanu prawdopodobnie nie pojadę. Nie mówię, że nigdy – po prostu najprawdopodobniej nie teraz, nie w roku przyszłym, choć być może w następnym. A może

Komentarze
Gość: Aga, 81.26.23.*
2014/03/31 15:50:03
To najwspanialsza destynacja jaka może przyjść do głowy tym, którzy lubią zadziwiać:)
Ulubione: Blogi podróżnicze